Odgrzewane kotlety- dziś zmienimy to wyrażenie nadając mu pozytywne znaczenie. Oto bowiem Dreadsquad postanowił zaserwować nam doskonale znany i lubiany standard jazzowy znany z repertuaru Duke`a Ellingtona „Caravan”, w nowej, odświeżonej formie. Płyta zawiera 6 wersji tego utworu. Każda z nich opiera się oczywiście na legendarnym głównym temacie melodycznym „Caravanu” zagranym m.in. na organach Hammonda i melodyce. Pierwsza z wersji jest podstawową wersją dubowa, opartą na klasycznym one dropowym rytmie z piękną partią melodyki i wspomnianymi organami. Wszystko jest oczywiście wzorowo okraszone przez taśmowe echa i pogłosy. Kolejnym utworem jest wersja Radikal Guru, w której to po raz kolejny udowadnia on, że doskonale wie co robi, a jego królestwem niezmiennie jest kraina dubstepowych woobli. Na płycie znalazła się także druga obok Radikala wersja dubstepowa pod postacią remixu w wykonaniu Sub-lo-matic. Co ciekawe oprócz interpretacji dubowych i dubstepowych na płycie znalazły się także niezwykle oryginalna wersja nu jazzowa (Prześnik), bardzo energetyczna i taneczna interpretacja uk funkowa (Turntable dubbersz Belgii) oraz killerska wersja junglowa w wykonaniu Kwazara. Wszystkie sześć utworów dobitnie udowadnia, że polskie produkcje prezentują już światowy poziom i bez przeszkód mogą zawojować parkiety na całym świecie. Brawo Dreadsquad, brawo wszyscy wykonawcy!
21 czerwca na rynku dostępna będzie nowa EPka od Kibir La Amlak. Jest to pierwsze wydawnictwo pod ich własnym, nowym labelem. “Book of Psalms” pierwotnie było dubplate’em dla Kibir La Amlak i Reality Sound System, ale po bardzo dobrym odbiorze tego utworu przez fanów Libir La Amlak zdecydowali się na udostępnienie tego kawałka w postaci 12” winyla i MP3. Dodać należy, że przy “odświeżaniu” utworu w studiu udział wzięli Jerry Lyons i Jonah Dan.
EPka zawierać będzie 4 mixy (12”), w dystrybucji cyfrowej natomiast dostępne będzie 6 wersji. Pierwsza z nich to wokalny kawałek wykonany przez Reality Souljahs, oparty na steppersowym rytmie. Druga to dub mix z bogactwem delay’ów, reverbów i krótkimy wstawkami wokalnymi. Trzecia wersja (“Psalms 87:7″) to klasyczny instrumental z partią melodiki, natomiast czwarta to rasowy dubwise oparty o bębny i bas. Dwie ostatnie wersje dostępne będą tylko w dystrybucji cyfrowej – pierwsza jest akustyczna, druga instrumentalna.
Nadszedł taki czas, kiedy z czystym sumieniem, bez przesadzania ani nieszczerych i czczych gadek możemy ogłosić, że oto wyszła płyta, jakiej w Polsce jeszcze nie było. „DUP! – session in something like studio in stereo” to płyta, którą nasza redakcja już po pierwszym przesłuchaniu ze zdumieniem, lecz zupełnie szczerze i jednogłośnie uznała za najlepszą polską płytę dubową w historii. Wielu się chyba zgodzi z tym, że płyta ta równie dobrze mogłaby się ukazać w Wielkiej Brytanii lub może nawet na Jamajce, chociaż dub już bardzo dawno temu opuścił swoją ojczyznę (wydaje się, że na długo, jeśli nie na zawsze). Pierwsze skojarzenie po położeniu igły gramofonu na tej grubej, ciężkiej winylowej płycie to King Tubby i cały klasyczny rootsowy dub z lat 70tych. Zachwycający pogłos, zrobiony tu i teraz, w XXI wieku, a brzmiący jakby nagrany był w przerobionym na studio domu Tubby’ego. Miękka perkusja czy dźwięki syreny unoszące się tuż obok grającego zespołu - to co udało się wycisnąć z instrumentów EMZK i załodze zasługuje na szczere gratulacje i niskie pokłony. Te dźwięki zarejestrowane są cyfrowo, ale oddają żywą muzyką, zarejestrowaną jakby od niechcenia, bo akurat ktoś włączył nagrywanie, gdy zespół grał, a dubmaster kręcił gałkami na efektach. To niesamowite w jak dużym stopniu ekipa DUP! odtworzyła to brzmienie i klimat – klasyczny dźwięk akustycznego zestawu perkusyjnego, zapomniane już trochę rootsowe rytmy, wszystko oszlifowane przez taśmowe echo Rolanda i okraszone prawdziwym dubowym miksem. DUP! wstrząsa od pierwszej do ostatniej nuty. Począwszy od żartobliwej i zaczepnej nazwy projektu, poprzez totalnie zaskakujące tytuły („Świąteczna ramówka TVP”, „Zalany sąsiad”, „Ping pong z królową Anglii”), aż po niesamowitą zawartość muzyczną płyty. Wszystko to robi takie wrażenie, że mimo, iż mieliśmy okazję zapoznać się z materiałem dużo wcześniej, to niełatwo było nam zebrać myśli, odczucia i emocje dotyczące tej płyty i przelać je na papier recenzenckiej kartki. Płyta zawiera 9 bardzo spójnych, łączących się ze sobą kompozycji utrzymanych w klasycznym dubowym stylu. Warto także wspomnieć, że album ten zdaje się być stworzony ze zdrowym, skromnym, nienadętym i zarazem w pełni profesjonalnym podejściem. Gratulujemy! Miło byłoby także doczekać kiedyś 10″ singla dla soundsystemowych i singlowych maniaków, bowiem nie zabrakło na płycie kilku utworów, które z powodzeniem przyjęłyby się na soundsystemowych parkietach. Mamy także nadzieję, że wartość materiału zostanie doceniona również za granicą (pierwsze słuchy o tym już do nas dochodzą), takiej bowiem polskiej wizytówki dubowej byśmy sobie życzyli. Jedno jest pewne- tę pozycję trzeba mieć na półce z płytami, bo zdecydowanie zaznaczyła ona wielki i trwały znak w historii polskiego dubu.
Wydany w 1995 roku przez Cloak And Dagger Records album w całości wyprodukowany i zmiksowany przez Russa D. Na płycie wydanej oryginalnie zarówno na CD jak i 2LP znajduje się 13 utworów utrzymanych w stricte soundsystemowym, ciężkim, mistycznym klimacie Disciples. Co ciekawe utwory zawarte na płycie to produkcje z lat 92-95, wyprodukowane specjalnie na potrzeby Boom Shaka Lacka Soundsystem.
Samo to wskazuje, że album zawiera praktycznie same killer tunes charakterystyczne dla produkcji Disciples z tamtego okresu. Czysty soundsystemowy dubplate style od samego początku, bez rozgrzewki. „Eastern Fire” na pierwszy ogień i wiemy z czym będziemy mieli do czynienia. Ciężki klimat, przytłaczający bass, finezyjne linie melodyczne, charakterystyczne partie syntezatorowe. Jednym słowem wszystko to co najlepsze u Disciples. Album zdaję się być idealnym przykładem doskonałych produkcji z kręgu elektronicznego dubu. Szczególnie dla kogoś tak rozkochanego w dubowych produkcjach z lat 90’ jak ja. Muzyka od której z wrażenia zasycha w gardle. Klasyk.
Vibronics kontynuują swój plan wydawniczy na rok 2010 i co miesiąc regularnie raczą nas nowym wydawnictwem. Marcowa siódemka opatrzona jest numerkiem SCOOP031 i znajduje się na niej kawałek zatytułowany “Let His Name Be Praised”, zaśpiewany przez Echo Ranksa. Rytm nie jest nowy – to znany i popularny podkład z 10” SCOOP008 (Madu – “Stand Up/Jah Marnyah – “Annointed One”). Nowa wersja to dubplate, który od dłuższego czasu hulał i porywał publikę na imprezach Iration Steppas, dlatego po stosownym okresie Steve zdecydował się na wypuszczenie go dla wszystkich, z czego osobiście się bardzo cieszę – dla mnie to jeden z najlepiej wykonanych riddimów Vibronics’ów i wszystkie wersje wokalne przekonują mnie w 100%.
Nie trzeba było długo czekać na drugą płytę Ragany. Oto bowiem po dwóch latach, do naszych rąk i odtwarzaczy trafia krążek pod tytułem „A long delay ago”. Na pierwszy rzut oka uwagę przyciąga okładka – zupełnie inna od tej pierwszej płyty, na której przeważała czerń. Tym razem zostajemy zalani szarością. Makulaturowa niemalże forma zdaje się mówić „nie szata zdobi człowieka”, tak samo jak o płycie nie świadczy sam sposób wydania. To muzyka ma grać tutaj główną rolę, a wszystko inne jest tylko koniecznym lecz mało ważnym dodatkiem. Wspomniana szarość dotyczy jednak tylko i wyłącznie samej okładki, bowiem krążek znajdujący się w środku zawiera pełną paletę muzycznych barw i kolorów, objawiającą się w różnorodności i głębi dubowych dźwięków. „A long …” to zestaw 11 magicznych kawałków wyczarowanych z dubowego kotła Ragany. Główną czarodziejką-wiedźmą jest tu Jahga, która wokalem uzupełnia dźwięki wyczarowywane przez muzyków i oblane dubowym sosem przez czarowników ze Studia As One. Warstwa muzyczna to przede wszystkim bardzo dużo przestrzeni, dzięki której możliwy jest muzyczny oddech pełną piersią. Całość jednak nie rozprzestrzenia się w nieskończoność, ściśle bowiem związana jest wzorowym, przenikającym do szpiku kości basem. Mimo, że kompozycje prezentują ściśle dubowe podejście, nie brakuje w nich wpadających w ucho linii melodycznych, które wraz z aksamitnym, ‘gęstym’ głosem Jahgi dodają całości subtelności. Nie brakuje także smaczków, niespodzianek i drobnych lub większych zaskoczeń. Nagle bowiem po hipnotycznych dźwiękach rozbudza nas dźwięk analogowego syntezatora, cudowne solo na melodyce, czy dźwięk egzotycznie brzmiącego instrumentu. Nie sposób nie wspomnieć o zawodowym dubowym miksie Studia As One, tworzącym z płyty wielowymiarową, żywą i głęboko oddychającą dubową bestię. Ciężko uniknąć porównań do pierwszej płyty ”So many reverbs to cross”. Śmiało można powiedzieć iż „A long..” to płyta dojrzała, nagrana przez świetnie zgranych i dopełniających się muzyków. To płyta inna od tego co na muzycznym gruncie prezentują Wszystkie Wschody Słońca czy Tabu Duby, to inna droga, która została obrana na pierwszej płycie, a na tej ugruntowana i ubita. Bije z niej świeżość, o którą tak trudno w dzisiejszych czasach, świeżość która jest potrzebna właśnie teraz, gdy topnieją śniegi i puszczają mrozy. Nowa płyta Ragany to objawienie nadchodzącej wiosny!!!
Alpha&Omega to bez wątpienia jedna z bardzo charakterystycznych grup na brytyjskiej scenie dubowej. Ich brzmienie jest bardzo specyficzne – ciężkie, basowe i mocno osadzone w takim mistycznym, “magicznym” klimacie.
Christine i John debiutowali w 1990 roku albumem “Daniel in the Lions Den” i do 2007 roku wydali 16 długogrających płyt i kilka singli. Dotychczas ostatnim albumem był “City of Dub” z 2007 roku. Długo kazali na siebie czekać z nowymi produkcjami, ale warto było. Nowa płyta “Songs From The Holy Mountain” to powrót starej, dobrej Alphy&Omegi. Nie wiem czy dla osób, które “osłuchały” się już z ich utworami jest to odpowiednia materiał, ale dla wyznawców takich jak ja to prawdziwa uczta muzyczna i 4 godziny odsłuchiwania raz po razie całej płyty. Alpha&Omega zawsze zapraszali różnych wokalistów i nie inaczej jest tym razem – na albumie znalazło się 10 wersji wokalnych na których śpiewają Dan I, Jonah Dan i Paul Fox. Ich melodyjne, miękkie głosy dobrze komponują się z mistycznymi, walcowatymi steppersami i dzięki tej płycie wreszcie przekonałem się do Dan I, którego wcześniej niespecjalnie trawiłem.
Pozostałe 10 utworów to płycie to wersje dubowe.
Mój faworyt z tej płyty to “Watching Over”.
Tracklista
01. WHOLE WORLDS GONE MAD – NISHKA/PAUL FOX
02. PERILOUS TIME – A&O featuring DAN I
03. WATCHING OVER I – A&O featuring JONAH DAN
04. CHANT AWAY – A&O featuring PAUL FOX
05. TO KNOW AND NOT TO BELIEVE – A&O featuring DAN I
06. FRIEND OR ENEMY – A&O featuring PAUL FOX
07. HEATHEN RAGE – A&O featuring DAN I
08. WRITING ON THE WALL – A&O featuring PAUL FOX
09. SONGS FROM THE HOLY MOUNTAIN – J.DAN/RESHI
10. HAIL THE DUB – A&O featuring DAN I
11. ONLY SANE DUB – Alpha & Omega
12. DUB OF CREATION – A&O
13. WATCHING OVER DUB – A&O
14. CHANTING DUB– A&O
15. FREE AT LAST DUB – A&O
16. FRIENDLY DUB – A&O
17. DUB MEDITATION – A&O
18. CRYING DUB – A&O
19. PURE DUB – JONAH DAN/A&O
20. HAIL THE DUB – A&O
Miniony rok 2009 przyniósł nam wiele interesujących premier w świecie muzyki dubowej. Jednym z najbardziej interesujących, a zarazem udanych debiutów w roku 2009 jest na pewno album Ras Teo – Mystic Morning. Gdy pierwszy raz usłyszałem ten pseudonim, nie miałem pojęcia o kim mowa. Myślę więc, że warto na początku nadmienić o nim kilka słów. Ras Teo to pochodzący z Armenii, a mieszkający aktualnie w Stanach Zjednoczonych wokalista uk roots i dub. Z jego całą biografią, bardzo zresztą interesującą, można się zapoznać na jego stronie (www.rasteo.com). Muszę przyznać, że płyta od samego początku pozytywnie mnie zaskoczyła. Harmonia i bardzo przyjemne dźwięki przyciągały ucho. Trzeba jednak zaznaczyć, że głos Ras Teo nie należy do tych, w których od pierwszego usłyszenia zakochują się miliony. Mamy tu podobną sytuację jak w przypadku Harrison Stafforda, wokalisty formacji Groundation. Zdaje się, że jego głos, podobnie jak głos Ras Teo, można albo kochać albo nienawidzić. Czas jednak skupić się na samej płycie. „Mystic Morning” zawiera 13 utworów ściśle utrzymanych w konwencji uk roots i dub. Mamy tu do czynienia zarówno ze zgrabnymi rootsowymi kawałkami (Children Are Crying For Peace), jak i można by chyba nawet rzec – prawdziwymi soundsystemowymi killerami (Tallawah, Jahovia). Oprócz tego na płycie czeka na nas także mała niespodzianka. Otóż utwór nr 12 to kompletnie oderwany od klimatu płyty akustyczny utwór, zaśpiewany lekko i delikatnie jedynie przy akompaniamencie gitary akustycznej. Interesujące. Mimo że tak jak wspominałem, płyta utrzymana jest jednak w raczej ścisłej koncepcji uk roots i dub, to nie można jej odmówić różnorodności. Bo tak np. płytę rozpoczyna utwór „Be Rightous”, którego podkład to nic innego jak kolejna w historii wersja nieśmiertelnego tempo riddim, a zaraz potem mamy do czynienia ze wspomnianymi rootsami, mocniejszym uderzeniem, a nawet z muzyką akustyczną. Wszystko to sprawia, że „Mystic Morning” jest pozycją niezwykle interesującą. Nie chwyta być może za serce za pierwszym razem, lecz na pewno zyskuje z czasem, przy bliższym poznaniu. Trzeba także nadmienić, że w tym materiale swoje ręce maczali także Horsman Coyote, puzonista doskonale znany polskiej publiczności, szwedzki producent Rebel Steppa czy Reuben Addis, który od początku był mentorem Ras Teo i jak sam wokalista zaznacza, motywował go i wierzył w jego potencjał. Utwory z płyty często można także usłyszeć w audycji Midnite Mass w JamRadio, prowadzonej przez King Earthquake`a. Podsumowując, mogę spokojnie polecić „Mystic Morning” jako interesującą muzyczną ciekawostkę. Płyta jest na pewno warta przesłuchania i bez wątpienia może się spodobać. Ode mnie spory plus.
Oprócz „Mystic Morning” wydana została płyta „Mystic Dub”, na której znajdują się dubowe wersje wszystkich kawałków z „Mystic Morning”. Ale to być może temat do następnej recenzji…
Echo Tm rzadko coś wydaje, ale jak już wyda, to jest to bomba! Recenzji ich nowej produkcji z Echo Ranksem inaczej nie da się rozpocząć. Wydawnictwo to zostało wydane przez Kanukanu Recordings, gdzie poza wspomnianymi artystami pojawia się Biodub z Berlina który remixuje tytułowy utwór Skylarking. Dwa razy Echo i to jakie, niesamowity dub, który toczy się ospale jak lokomotywa w wierszu Tuwima, a przy tym w stylu do jakiego przyzwyczaili nas już dwaj producenci – Kadubra i Tomek Karczewski, z dodatkiem w postaci Echo Ranksa, który po raz drugi pojawia się na polskiej produkcji. Pierwsza, na której się pojawił to wydawnictwo Siódemek na zmodyfikowanym rytmie Roots&Culture. W Skylarking Echo Ranks to cudowne uzupełnienie rytmu, chyba celowym zabiegiem było nadanie takiego samego tytułu jak piosenka Horace Andy’ego. Moim zdaniem wybór w 100% trafny. Za całością płyty stoi polski producent szeroko znany z projektu Haiti Vatti – Boskey, a płyta jest wydaniem limitowanym. Jeśli jeszcze gdzieś jest do kupienia, to się śpieszcie. Wspomnę jeszcze że jest niebieska .
Pierwsza płyta Asian Dub Foundation, z młodziutkim Deedar’em, który już ujawniał niesamowite umiejętności wokalne (patrz TH9). Płyta była przedsmakiem do tego, co pokażą ADF później, klarował się styl. Już można było usłyszeć różne kombinacje dźwięków, szybkie junglowe podkłady i utwory osadzone w rytmie tabli i dhola. Brzmienie wydaji mi się surowsze niż na następnych albumach, gdzie “midi warriors” nabrali pełniejszego wyrazu.
Na płycie znalazły się 2 dubowe wersje (“Thacid9″ i “Return to Jericho”), rewelacyjny jak dla mnie jest “Rebel Warrior” czy szybkie “Debris” i “TH9″.
W tym miejscu warto przybliżyć nieco kwestie poruszane w tekstach. “Rebel Warrior” to piosenka inspirowana poematem “Bidrohi” autorstwa Kazi Nazrul Islam’a (1899-1976). Kim on jest? Tak przedstawiony jest na stronie jemu poświęconej www.nazrul.com: “Rebel Poet of Bengal, the National Poet of Bangladesh, and probably, more appropriately, a true World Poet”. Miał olbrzymi wkład w rozwój bengalskiej poezji oraz muzyki. Poprzez swoją twórczość protestował przeciwko różnym formom ucisku – niewolnictwu, feudalizmowi i kolonializmowi Brytyjczyków (przez swoje dzieła trafił do więzienia). Zabierał głos w sprawach wolności kobiet, sprzeciwiał się fanatyzmowi religijnemu. Na płycie Deedar śpiewa “Ami bidrohi I’m a rebel warrior” – “”Bidrohi” to po bengalsku “buntownik, rebeliant” (ang. a rebel). Poemat o tym tytule był przełomem w literaturze bengalskiej – do tej pory nikt nie pisał w taki sposób; za pomocą politycznych odwołań i metafor wzywa do stawienia czoła Brytyjczykom i oprawcom najniższych warstw społecznych.
W “TH9″ Asian Dub Foundation porusza temat rasizmu i uprzedzeń do imigrantów i osób o innym niż biały kolorze skóry. W teksćie utworu wymieniane są nazwiska osób, które zostały ofiarami bezmyślnej nienawiści i niesprawiedliwości. Tekst ten jest ściśle powiązany z wydarzeniami w dzielnicy Tower Hamlets we wschodnim Londynie. Właśnie tam w 1993 British National Party, skrajnie prawicowa i sympatyzująca z faszystami partia, wygrała miejsce w radzie. Istotny wkład w zwalczenie BNP miała organizacja Youth Against Racism in Europe YRE (http://www.yre.org.uk/). Szczególnie aktywnie działali w Brick Lane, silnym ośrodku społeczności bengalskiej, a wcześniej żydowskiej.
Zabójstwo Stephena Lawrence’a w Eltham (niedaleko siedzby BNP) w 1993 roku znacznie ożywiło dyskusję o atakach rasistowkich w Tower Hamlets. Stephen miał 18 lat. Feralnego wieczoru jego przyjaciel odprowadzał go na autobus i niedaleko przystanku krzyknął do niego, że nic nie nadjeżdża. Grupa 5,6 białych chłopaków z przeciwnej strony ulicy odebrała to jako zaczepkę, zaczęli krzyczeć “Czego chcesz czarnuchu?”, by w końcu zaatakować… Stephen ostał pchnięty nożem i uderzony łomem w głowę…Zginął na miejscu. Jego przyjacielowi udało się uciec. Nietrudno się domyślić, że całe późniejsze śledztwo było zakłamane i stronnicze.
Quddus Ali, młody bengalski student, to kolejna ofiara rasistowiego ataku na terenie Isle of Dogs. Pod szpitalem, gdzie leżał w śpiączce, zorganizowano czuwanie. Policja także “poczuła” się do obowiązku i po jej prowokacjach doszło do rozróby i aresztowań.
Na fali tych zdarzeń powstała organizacja Youth Connection. Zrzeszali oni głównie bengalską młodzież i współpracowali z YRE. Altab Ali został zamordowany w 1978 roku, był 25-letnim robotnikiem. Zabiło go 3 15-letnich wyrostków. Zdarzenie to była przyczyną marszu ok. 7 tys. imigrantów (głównie z Bangladeszu). Jak wyczytałem w artykule Hilarego Clarke’a, w latach 70 i 80 w Brick Lane Azjaci nie mogli czuć się bezpiecznie…
W utworze “Debris” (rumowisko, gruzy) ADF dosyć ostro rozprawiają się z brytyjskim kolonializmem – “tutaj w Angli globalna wioska – konsekwencja waszej globalnej grabieży”. Nie przebierają w słowach – “potraktowaliście mój kraj jak jedną wielką plantację”, “jesteśmy tutaj, bo wy byliście tam…”
W “Tu meri” zespół zabiera głos w kwestii relacjach między mężczyzną a kobietą. “Tu meri me tera” – ty jesteś moja, ja jestem twój. “Asian brothers, come listen to me, respect your sisters if you wanna be free” to ważny głos skierowany do społeczności.