Zion Train „State of mind”
Autor: Bedi (3 stycznia 2012)
„State of mind” to już 13 album pod szyldem Zion Train, lecz tak naprawdę 10 studyjny – pozostałe 3 to 2 albumy z remixami i 1 z najlepszymi kawałkami podsumowujący 20 lat działalności. Album ten powstawał na przestrzeni 3 lat (2008 – 2011) przy współudziale takich osób jak Dave Fullwood, Richard Doswell, Eddie Rieband, Leroy Wallace, P Lush, Katrien Peeters, Brinsley Ford, Ras Python, Lua, Dubdadda i Jazzmin Tutum a nad całością jak zwykle czuwał pionier Dubu Neil Perch.
Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do pouczających wkładek, które są nieodłącznym elementem każdej płyty i tak też jest na recenzowanym albumie – tym razem możemy dowiedzieć się o energii argonu, o manii tulipanowej, o liczbach Fibonacciego czy o Ari Hancie. Można zapytać – po co nam ta wiedza – ale i tu mamy prostą odpowiedź z wkładki: w wolnym tłumaczeniu – wiedza jest potrzebna, aby poznawać przeszłość i przyszłość otaczającego nas świata.
A wracając do muzyki to na albumie mamy 12 kompozycji i w odróżnieniu od ostatniej, studyjnej płyty „Live as one”, tylko 3 kawałki są ozdobione wokalami, a reszta to instrumentalny Dub pierwszej klasy. Płytę rozpoczyna utwór „Great leap forward”, w którym możemy usłyszeć sekcje dętą Zionów rozpoznawalna wszędzie i jest to przedsmak tego co czeka nas dalej. No i mamy ‘Rainbow children” czyli wariacja Percha na hit Aswadu i tu, jak w oryginale, pojawia się Brinsley Ford a dodatkowo mamy Dubdadde i Ras Pythona. Ten kawałek wyszedł prawie rok przed premierą jako winylowa 10” i zrobił dużą furorę na sound systemach. Dalszą, spokojną dubową podróż odbędziemy z utworem „Matrameru”, by dotrzeć do najlepszej części czyli „State of mind”, gdzie Lua śpiewa tak jak Molara a wtóruje jej Dubdada – od razu przypomina się stary, dobry Zion Train. Po lekko rozmarzonej atmosferze przyspieszamy tempo ze „Sempre Augustus” by w „Orgone Accumulation” wejść na właściwy tor i pędzić przed siebie. Mały przystanek na którym wpada Jazzmin Tutum by dać nam trochę dub poetry w „Share the flame” pozwala naładować akumulatory na dalszą podróż z „The divine propotion”, gdzie możemy wsłuchać się piękne dźwięki skrzypiec, co jest nowością w repertuarze Zion Train. Przy melodiach kolejnego utworu „The Black River incydent” nikt i nic nie jest w stanie nas zatrzymać, natomiast „Ital stew” przypomina bardziej jazdę walcem – wolno, do przodu – lecz za nami już nic nie zostaje. W „Tribute to shura” mamy przesiadkę do pociągu rodem z Francji lub Chin i tak docieramy do końca podróży, czyli do „Ari Hanty” – refleksji nad przebytą podróżą.
Podsumowując, warto się wybrać z podróż z Zionami i odkryć coś nowego pomimo, iż to już 20 lat z nimi podróżujemy. Perch wie jak wykorzystać studio i instrumenty, aby stworzyć coś mimo wszystko świeżego, innego. Każdy fan Zion Train na pewno się nie zawiedzie, a ktoś kto poszukuje „tego czegoś”, na pewno znajdzie to na tej płycie.
Podaj dalej
- Tagi: state of mind, Zion Train
- Skomentuj (1 komentarz) »
- Kategoria: News, Recenzje






Na „oryginalne dźwięki Syjonu” składa się 12 kompozycji, gdzie każda to inny świat dubu lecz płyta nie traci na tym, a wręcz przeciwnie – tworzy idealną całość. Płytę otwiera „Zion High” z wokalnym udziałem Dubdaddy, utwór ten zremiksował także Activator Mario Dziurex i tu pojawia się idealnie wpasowującą się sekcja dęta Crispy Horns. Utwór drugi „Ellas Melody” to uspokajacz z pięknymi pogłosami i echami w stylu Percha, który niemiłosiernie uskutecznia je na koncertach. Oczywiście nie można zapomnieć o sekcji dętej -bez niej Zion Train to by nie było to. Trójkę na płycie ma kawałek, który zawładnął mną bezgranicznie, to hołd dla wszystkich dubowych zawodników z Wielkiej Brytanii „Hailing Up the Selektor”. Czwóreczka to „Do U See Love” – housowe oblicze Zion Train za którym nie przepadam, lecz dzięki wokalnemu wsparciu Molary kawałek nabiera rumieńców. Kolejny kawałek to „Blessed Is He” w którym Levi Roots wychwala Najwyższego w rytm pędzącego pociągu do Syjonu. W połowie płyty objawia się kolejne housowe wcielenie Zion Train „Beatmass”, które w „Beatiful Children” zostaje kontynuowane lecz tu Molara swoim głosem uspokaja pędzącą machinę. Ósmy kawałek to dźwiękowa rewolucja zarówno od strony wokalnej, którą reprezentują Dubddada z Molarą, jak i muzycznej, gdzie wszystko jest na swoim miejscu jak w dobrym dubie być przystało. „Love Revolutionary” to kolejny klasyk z tej płyty. Numer dziewiąty to także klasyk „Kings of the Sounds and Blues” znów w roli głównej z Molarą i Dubdaddą, a do tego sekcja dęta i jesteśmy rozłożeni na łopatki. Dziesiątka to „Behold The Rainbow” znów z Dubdadda, lecz klimat kawałka jest tu mroczny, co wzmacnia jego moc przypominając pędzący francuski TGV. Numer przedostatni to „Peace&Justice”, który swoim głosem upiększyła Molara, natomiast na koniec Perch zafundował nam „Trzęsienie ziemi” zarówno w przenośni, jak i w rzeczywistości. Po tym kawałku można powiedzieć, że dojeżdżamy do Syjonu i poznajemy jego oryginalny dźwięk. Moim zdaniem jest to jak na razie najlepsza płyta Zion Train, dzięki Molarze, Coddowi, Marcusowi, Dubdaddzie oraz niezastąpionej sekcji dętej Crispy Horns. Płyta ta mimo już 7-letniego starzu ciągle ma swoją moc i świeżość, jest to pozycja obowiązkowa dla każdego dub maniaka.
Na ich rytmach nagrywali Ranking Joe, Earl 16, Tippa Irie, Brinsley Forde (Aswad), Daddy Freddy, Little Kirk, Lone Ranger, Sylvia Tella, Mr. Catra, B Negão, Dada Yute, Jeru Banton. Produkcje Digitaldubs pojawiły się już na składankach “Wordsound Made in Brasil”, “The Inspiring New Sounds of Rio de Janeiro”, “Roots of Dub Funk 5”, “Rough Guide to Brazilian Street Party” oraz na ścieżce dźwiękowej do filmu “Dub Echoes”. Na ich stronie jest podana dokładna dyskografia 


