Po pierwszym wydawnictwie lablelu Kibir La Amlak „Book of Psalms” przyszedł czas na kolejne. Drugim w historii tego labelu wydawnictwem jest 7” singiel „Ilodica-I-lodic Rock/Kibir La Amlak-Dub Rock”. „I-lodic Rock” to instrumentalny utwór, w którym wokal zastępuje mistrzowska partia zagrana na melodyce przez wirtuoza tego instrumentu noszącego pseudonim I-lodica. Continue reading →
King_DuBear
Gdynia – 24/09/10 – Desdemona – Dub Mass #7
Konkurs #17
24 września odbędzie się siódma już odsłona imprezy DubMass organizowanej przez trójmiejski Pandadread Soundsystem. Tym razem obok gospodarzy na ich 6,5 kilowatowym nagłośnieniu zagrają także Cubeman i Psychokot. Tradycyjnie już mamy dla Was 3 wejściówki na to wydarzenie. Aby wygrać bilet wystarczy wysłać maila na adres redakcja@dubmassive.org i podać w jego treści swoje imię i nazwisko. UWAGA! W temacie wiadomości prosimy wpisać „Konkurs #17”. Na zgłoszenia czekamy 21 września 2010. Zwycięzcy zostaną powiadomieni mailem.
Powodzenia!
Dubmassive Net Dub Clash- koniec terminu nadsyłania zgłoszeń
Wraz z ostatnim dniem lipca minął ostateczny termin na wysyłanie zgłoszeń do konkursu Dubmassive Net Dub Clash. Bądźcie więc czujni bo lada dzień wszystkie utwory zostaną zaprezentowane na dubmassive.org. Jednocześnie rozpocznie się także głosowanie internautów, a następnie swojego zwycięzcę wyłoni jury, którego skład przedstawimy niebawem. Wszystkie informacje na temat głosowania oraz kolejnych etapów konkursu będziemy publikować na bieżąco. Stay tuned!
DUP! – Wywiad z EMZK
Znane są w polskim reggae przypadki nietrafionych nazw zespołów. Czy nie obawiasz się, że nazwa DUP! może określić projekt jako niezbyt poważny?
To nie jest tak do końca. Owszem, chcieliśmy sobie zrobić żart z kolegami, ponieważ mamy takie zespołowe poczucie humoru. Stwierdziliśmy, że będziemy robić dużo hałasu, taki dub mało liryczny, nastawiony na to, że wszystko trzeszczy i smaży się, jak w starych jamajskich nagraniach. Wszyscy wiedzą, że chodzi o tzw. „uderzenie”, a nie o zadek. Na tej płycie jest dużo żartu. Tytuły piosenek są dosyć kontrowersyjne, bo stwierdziliśmy, że projekt nie może być na poważnie. To jest muzyka niszowa i nie ma potrzeby robić z tego wielkiej sprawy. Trochę się obawiam, że ludzie będą mieli problem z odmienianiem nazwy. Na przykład profil myspace zespołu będą nazywali jako dupny, albo coś w tym stylu (śmiech).
Z kim nagrywałeś płytę?
Zacznę od perkusisty Marka „Siekierki” Sieroszewskiego znanego z Tumbao, Tumbao Riddim Band i Jamala. Na basie grał Tomek Krawczyk z Papriki Korps. Na gitarze grałem ja i Tomek Księżopolski z Jamala. No i jeszcze moja, że tak powiem, druga połowa domu dogrywała wokale do dwóch numerów, żeby jednak coś tam śpiewało. Znam się z chłopakami od dłuższego czasu i zawsze chodziło nam po głowie nagranie takiej płyty.
Jak będzie się prezentował skład podczas koncertów?
Będzie taki sam jak studyjny. Póki co mamy problem jak to zorganizować od strony technicznej, bo nie ukrywam, że na płycie dużo dźwięków wypracowała maszyneria a nie muzycy. Chodzi mi o te wszystkie deleye, reverby i inne dziwne pomysły na robienie dźwięku. Chcielibyśmy, aby podczas koncertu ktoś stał za konsoletą na scenie, a zespół byłby takim multitrackiem. Coś w stylu tego, co robi Perch w Zion Train. Najpierw jednak musimy poskładać to jakoś w kupę, zrobić próby. Nie mamy spinki, aby zdążyć na wakacje. Letnie imprezy i tak już są praktycznie pozapinane jeżeli chodzi o obsadę. Myślimy raczej o tym, by jesienią pojawiła się druga płyta i wtedy pogralibyśmy sobie w klubach.
Wasze produkcje pokazują, że usilnie i wygląda na to, że bardzo skutecznie, staraliście się uzyskać brzmienie podobne do starych, jamajskich klasyków z lat 70. Jak osiągnęliście taki efekt w epoce wszechobecnej techniki cyfrowej?
Robiliśmy to po staremu. Bębny były nagrywane bez dolnych naciągów w tomach, werbel okręciliśmy szmatą. Wiesz, te wszystkie zagrywki, które można zobaczyć na starych filmach i fotografiach. Dzięki uprzejmości naszych znajomych mogliśmy kupić za rozsądne pieniądze stare, „vintage” sprzęty, jakieś preampy, mikrofony. Pomieszczenie, w którym pracowaliśmy nadaje się w zasadzie wyłącznie do nagrywania reggae, bo jest bardzo wytłumione. Perkusja brzmi w nim bardzo „na twarzy”. Staraliśmy się, aby efekt końcowy był podobny do muzyki, którą bardzo lubimy, czyli jamajskiego dubu z lat 70. Można nam zarzucić, że jest to próba kopiowania. Basista Asian Dub Foundation w filmie Dub Echoes stwierdził, że można grać jak King Tubby, ale przecież nie o to chodzi. Nam jednak troszeczkę o to właśnie chodziło. Teraz wszyscy nagrywają płyty reggae z nastawieniem na brzmienie radiowe, a myśmy skreślili radio na samym początku. Na płycie Dup! nie będzie numerów stricte rozrywkowych.
Jak wyglądał proces powstawania materiału?
Miałem pomysły na jakieś akordy, melodyjki które mi chodziły po głowie. Widziałem, że chcę mieć kilka konkretnych rytmów perkusyjnych, które bardzo lubię np. klasyczny „meltdown” z marleyowskim podziałem hi hatowym. To jeden z moich ulubionych rytmów perkusyjnych w reggae. Takie szkielety utworów zapisywałem w Cubase. Następnie zaczęliśmy pracę zespołową. W pierwszych nagraniach nie brał udziału basista Tomek. Siekierka dostał metronom i do perkusji dograliśmy wraz z Księżycem swoje pomysły. Strasznie się ubawiłem przy nagrywaniu instrumentów perkusyjnych. Zapomniałem, że nasz kolega Adaś (Mościcki – przyp. Red.), który gra w Maleo Reggae Rockers jest wolny i mógłby to zrobić. Jednak podszedłem do tego dość ambicjonalnie i kupiłem w sklepie siatkę przeszkadzajek. Zagrałem na nich, co sprawiło mi wielką frajdę.
Skąd pomysł aby dzisiaj, gdy bardziej jest popularny chociażby dancehall, wydawać płytę dubową i to jeszcze w takim klasycznych wydaniu?
Dlatego, że obecnie jest strasznie dużo dancehallu , nowoczesnych brzmień. Poza tym jedni próbują zrobić coś równie dobrego jak inni, a w efekcie i tak wszystkie numery są do siebie podobne. My nie mieliśmy tego stresu, bo to w założeniu miało być „jakieś tam”. Reggae to taka muzyka, do której jakby podejść harmonicznie, to okazuje się, że wszystko już w niej było. Wszystkie melodie zostały już zagrane, zaśpiewane, wszystkie możliwe ułożenia akordów już były. Dlatego nie stresujemy się, że to będzie podobne do jakiegoś „Kingston Dub” Tubby’ego.
Czy projekt Dup! to dla Ciebie odskocznia od tego co robisz w Jamalu?
W Jamalu gramy mocno elektronicznie. W secie koncertowym mamy praktycznie tylko dwa prawdziwe numery reggae. Reszta to szalona elektroniczna wizja Gieni, który nas zagania do trudniejszej, wymagającej pracy z loopami, pętlami, ciągłym graniem z metronomem. Przy projekcie Dup! mogliśmy podejść do nagrania bardziej na luzie i robić to, co się komu żywnie podoba. Było bardziej spontaniczne i bez napinki, że to ma być odkrywcze. Taka płyta, że włączasz play, nawet nie wiesz kiedy się kończy, a potem ją włączasz drugi raz.
Album ma wydać wytwórnia kompletnie „poza reggaeowa”. Jak doszło do tej współpracy i czy myślisz, że fakt ten zadziała na korzyść krążka?
Płytę wydaje Jamajka Music, czyli firma Majki Jeżowskiej. To niezależna wytwórnia. Majka sama sobie wydaje płyty, tylko dystrybucją zajmuje się ktoś inny. Znamy się prywatnie, bo moja dziewczyna tańczy u niej w zespole koncertowym. Parę razy się spotkaliśmy i została zarażona pomysłem: „Może byś wydała taką płytkę niezależną, co ci szkodzi? Może być fajnie, na pewno to się jakoś zwróci”. Tak drążyliśmy temat, aż w końcu Majka się zgodziła. Stwierdziła, że to fajny pomysł. W tym miejscu wychodzi też trochę nasze poczucie humoru, bo skoro jest firma Jamajka Music, to nie ma opcji, aby ktoś inny nas wydał (śmiech). Może być śmiesznie jeśli płyta wyjdzie za granicą i jakiś rastaman sprawdzi sobie stronę wydawcy, a tam jego oczom ukaże się piesek, albo inny kotek (śmiech).
Na ile trudno wydaje się w Polsce muzykę dubową i czy jest to interes typowo hobbystyczny?
U nas w Polsce to jest bardzo niszowa muzyka, wydaje się ją dla frajdy. Tutaj nie ma takiej kultury muzycznej, aby ten dub gdzieś przemycać. Wystarczy popatrzeć czego się słucha choćby w Niemczech, gdzie taki zespół jak Seeed jest gwiazdą niczym u nas Maryla Rodowicz. Może trochę przesadzam, ale skala zjawiska jest podobna. Albo Nowa Zelandia, gdzie w popowych produkcjach często używa się deley’ów, pulsu, nagrania mają dużo przestrzeni. Jak wydajesz 300 egzemplarzy płyty, bo tak chyba było w przypadku 12” winyla “Tell Me/Otwórz Oczy” (Echo TM meets EMZK – przyp. red), to masz praktycznie wszystkich nabywców policzonych. Wiesz kto je kupi i to z imienia i nazwiska (śmiech). Ta scena będzie rosła, ale wciąż wydawane są niskie nakłady, ponieważ jest mało odbiorców. Z czasem może gdzieś się ta muzyka przeniesie do radia, ale to jest kwestia wymiany pokoleń. Coraz więcej ludzi słucha takiej muzyki, lecz niestety nie jest ona promowana.
Kto należy do panteonu twoich ulubionych producentów dubowych?
Najbardziej cenię King Tubby’ego. Choć to wiekowa muzyka, wciąż jestem pod wrażeniem tego, że człowiek przy użyciu dwóch, bądź maksymalnie czterech ścieżek, był w stanie zrobić coś takiego. Szacunek dla niego również w kontekście konstrukcyjnym, bo jak czegoś nie potrafił to brał lutownicę i przerabiał urządzenie, które nie dawało rady. Cały też czas jestem pod wrażeniem sceny wiedeńskiej np. Tosca, Kruder & Dorfmeister, czy pana, który nazywa się Stereotyp. Praktycznie w każdym numerze jest jakiś element dubowy, czy to będą rozbudowane deleye, czy pulsacja, czy wyeksponowany bass. Również zespół Seeed, choć niezbyt dubowy, produkcyjnie, brzmieniowo i aranżacyjnie to absolutne mistrzostwo świata. Jamajczycy są za nimi jeszcze daleko, daleko w tyle.
Wywiad przygotowany we współpracy redakcji dubmassive.org i redakcji muzycznej Radia UWM FM. Rozmawiał Michał Napiórkowski, UWM FM
„Inna dis ya time”- refleksje King Shiloh Soundsystem
Dziwny jest fakt, że muzyka UK Roots dynamicznie rozwija się w kontynentalnej Europie pomimo tego, że oryginalne Soundsystemy odpowiedzialne za promocję tej muzyki mają coraz mniej bookingów. Czy możliwe jest, że nasz Soundsystem – King Shiloh, który jest ciągle w drodze od 20 lat odchodzi w zapomnienie? Czy może cierpliwie budowany fundament europejskiej sceny Soundsystemowej został zniszczony przez „soundsystemy” bez Soundsystemu i DJ z laptopami?
Dni kiedy pakowaliśmy vana pełnego głośników, wzmacniaczy, dubplate’ów itd. i jechaliśmy do Włoch, Francji, Niemiec, Austrii czy gdziekolwiek indziej jest coraz mniej. Wiele przeciwieństw losu i wiele przeróżnych wyrzeczeń musieliśmy przejść, ale powoli i skutecznie nowa koncepcja Soundsystemu w Europie zostawała ukazywana. Często słyszeliśmy „wow, to była moja pierwsza sesja soundsystemowa i bardzo mi sie podobała, kiedy gracie następną?” Kiedy Rootsowa sesja jest zagrana w pełni to naprawdę mamy do czynienia z dużym wydarzeniem.
Niektóre brytyjskie Soundy przyjeżdżały do Europy w latach osiemdziesiątych, lecz bez swoich zestawów nagłośnieniowych. Skutkowało to występami na lokalnym nagłośnieniu, kiedy to właśnie ta muzyka musi być grana na Soundsystemie, a nie na klubowych głośnikach! Nie wszyscy gotowi byli do logistycznej ciężkiej pracy albo nie byli wystarczająco silni by podtrzymywać tradycję Soundsystemowego grania i nie przywozili swojego zestawu na kontynent. Były wyjątki takie jak Jah Tubbys czy Jah Shaka, którzy obaj grali na swoich monstrualnych Soundsystemach w kontynentalnej Europie.
W 1990 zaczęliśmy sesje w „Paradiso”. Nie chcieliśmy, żeby Soundy grały na klubowym nagłośnieniu więc zaczęliśmy zapraszać czołowe brytyjskie Soundsystemy z własnymi paczkami na jedną jedyną wyjątkową, swoją sesję. Na początku mieliśmy Zulu Warrior’a z całym oryginalnym Soundsystemem, wzmacniacze valve, gramofon Garrard, ręcznie zakręcane kable itd. Naprawdę wielki zaszczyt widzieć Shake na swoim sprzęcie. „Paradiso” w pierwszej chwili się nie zgodziło, ale dyskusje w ostatnim momencie na temat bezpieczeństwa i innych aspektów grającego dużego Soundsystemu dały efekt i udało się ich jakoś przekonać. Ale to już inna historia. Później mieliśmy Aba Shanti I, Iration Steppas z Leeds, Jah Tubbys i znowu Shakę i tak to się zaczęło rozwijać. Dopóki nie zdarzyło się to co przewidywaliśmy, wielokrotne narzekania i skargi od sąsiadów osiągnęły swój cel i zostaliśmy przedstawieni decybelomierzowi, który zakończył sesje w starym kościele dość szybko.. Jednakże w ciągu 3 lat osiągnęliśmy coś czego nikt inny nigdy nie zrobił na kontynencie europejskim – serie sesji Soundsystemowych w sercu Amsterdamu!
To było wtedy. Dziś niemal każdy kraj w Europie ma swój Soundsystem, niektóre ciągle się rozwijają, ale są. Bardzo dobrze, że się coś dzieje. Prowadzenie Soundsystemu jest jak posiadanie dużej rodziny, każdy jeden jest odpowiedzialny za coś innego. Budowniczy głośników, selektor, technik, producent, załoga. Każdy ma swoją funkcję. Wszystko do siebie pasuje, tak jak puzzle i to jest magiczne.
Zostawmy to tak jak jest bracia i siostry, jak szlachetny kamień w koronie. Nie niszczmy tradycji Soundsystemowej robiąc występy na scenie pod nazwą Soundsystem. Producenci, to do was właśnie mówię! Róbcie swoje w studio i wierzcie mi, my zajmiemy się resztą. Okazyjne pojawianie się na prawdziwych Soundsystemach to oczywiście błogosławieństwo, ale nie sceniczne występy pod nazwą Soundsystem. Zostawcie to dla żywych kapel! Oni też potrzebują pracy.
Promotorzy, zrozumcie pełnię naszej tradycji i wagę promocji jej w odpowiedni sposób. Przestańcie przerabiać selektorów w DJ i robić tanie występy. Zainwestujcie w coś specjalnego i nie zapominajcie – sesja Soundsystemową obraca się dookoła Soundsystemu a nie klubowego nagłośnienia. Soundsystemy, wyjdźcie z ukrycia i grajcie ze swoimi zestawami dumnie i głośno tak jak to kochamy! Ta wielka tradycja musi iść naprzód przez pokolenia, tak jak kiedyś powiedział Shaka „wyścig nie jest dla szybkich ale dla tych, którzy są wytrzymali”.
Jah Love and Respect, Bredda Neil
King Shiloh
„Published with permission of Irie Up magazine”
tłumaczenie: Jaszol
Roots Defender w Liverpoolu – relacja
jak jest? wyśmienicie. od powrotu z liverpoolu zdążyliśmy zagrać już w chatce żaka (lublin), natty b zagrał koncert z geto blasta, zrobiliśmy wstępną sesję nagraniową z dajen levi i szykujemy się wspólnie na 10 lipca, na slot art festival w lubiążu koło wrocławia. dzięki, zasad selekta!
a w liverpoolu? jesteśmy zadowoleni. dzięki ance, nungowi i adamowi (eat your greens sound) 19ego zagraliśmy przed Aba Shanti I, po 23ej przez godzinę, najdłużej z supportów, po take over sound system, a przed no fakin’ crew. i pochwalimy się: Aba Shanti I stał za nami i słuchał przez dłuższą chwilę, a pod koniec swojego występu pozdrowił nas ze sceny. jest się czym cieszyć. klub nazywa się the picket, jest w budynku pofabrycznym, wielkim magazynie?, mniej więcej na 600, może więcej, osób, a graliśmy na after party festiwalu africa oye na którym, oprócz zespołów z afryki, wystąpili andrew tosh i michael rose, obaj z towarzyszeniem the rasites, andrew tosh śpiewał the best of peter tosh, a michael rose the best of michael rose. i dobrze. i dobry sound. na after party nasz deejaying był po angielsku, zagraliśmy głównie klasyki, chociaż niekoniecznie te najlepiej znane, z polskich geto blasta „nie wypalaj się” i nauczyliśmy wszystkich śpiewać z nami chant słomy „mam ducha, duch ma mnie” na drum songu. dostaliśmy poważne oklaski, podobało się. wielki big-up dla tych kilku rodaków, którzy przyszli na imprezę i dzielnie pomagali w śpiewaniu zdecydowanie niepolskojezycznym uczestnikom,
dzięki! postawiony sound system brzmiał tłusto, ludzie bawili się bez chwili przerwy, a podczas naszego występu zamknięto drzwi; przepisy health and safety mają srogie i nie wpuszczają więcej niż wolno. wyszliśmy po graniu z klubu na świeże powietrze i nie weszlibyśmy powtórnie do klubu, już zdążyli wpuścić z nas dwie osoby, gdyby nie to, że byliśmy artystami [artystą był natty b, ja tylko naciskałem start/stop – przyp. bw]. tuff. Aba Shanti I grał tylko z kompaktów takie roots, że tańczyliśmy w transie z otwartymi ustami i trzepoczącymi od fal dźwiękowych uszami, brak słów, takie ma wersje; zagrał burning spear i odpadłem, jak ja bym chciał mieć jedną, którąkolwiek! tak, każdy chce dla niego nagrać special. a on jeszcze śpiewa. świetnie śpiewa. zamieniliśmy wiele słów, jest niebywale skromny i sympatyczny. wielki człowiek. o 2ej wszystko się zakończyło, taki przepis, i powędrowaliśmy powoli do domu. jeszcze raz wielkie dzięki dla Anki i Aśki za gościnę!
następnego dnia graliśmy o podobnej porze w django’s riff. zdecydowanie mniej ludzi, tylko rootsowi hardcorowcy, bo studenci już się rozjechali i niedziela i trzeba do pracy po dwóch dniach festiwalu. graliśmy sporo polskich rzeczy i był z nami mc daddy mountain, który deejayował dla nas w prawdziwym old schoolowym stylu. wielka radość, big up, daddy mountain, yes!
liverpool możecie, oczywiście, obejrzeć na google earth, a my polecamy, jeśli droga zawiedzie, international slavery museum, czyli niewolnictwo aż do czasów współczesnych (tak, tak, nadal jeszcze istnieje, również w swoim podstawowym znaczeniu), baaardzo pouczające, zdecydowanie koniecznie, tate gallery i klub cavern, sztuk trzy na tej samej ulicy, w którym występowała sławna czwórka zanim stała się tymi wielkimi the beatles.
serdeczne pozdrowienia,
roots defender sound kolektyw, lublin
Dubmassive net dub clash- przedłużamy termin zgłoszeń!
Redakcja dubmassive.org jako organizator Dubmassive Net Dub Clash 2010 postanowiła przedłużyć termin, w jakim można wysyłać zgłoszenia do tego konkursu. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami okres ten upłynąłby z końcem czerwca, jednak biorąc pod uwagę stosunkowo niewielki dotychczasowy odzew oraz to, że większość dotychczas przesłanych utworów wpłynęła w ostatnim dniu pierwotnego terminu, postanawiamy przedłużyć okres na wysyłanie zgłoszeń do 31 lipca 2010
Wszyscy, którzy nie zdążyli wysłać swojej produkcji w pierwszym terminie mogą być więc spokojni. Cały czas macie szansę na zdobycie nagród (m.in. wydawnictwo netlabelowe, występ na dubowym soundsystemie, promocja w stacjach radiowych w całej Polsce i na łamach portalu dubmassive.org). Jednocześnie informujemy, że wszystkie dotychczasowe zgłoszenia bez zmian pozostają w naszej bazie, wszystkie więc osoby, które wcześniej wysłały utwory nie mają powodu do niepokoju, nie muszą wysyłać ich jeszcze raz etc.
Zachęcamy do wysyłania zgłoszeń na adres dubclash@dubmassive.org. Wszelkie szczegóły bez zmian dostępne na http://dubmassive.org/dubmassive-net-dub-clash/

