Artykuły

Article

Soundsystemowa scena we Francji

Soundsystemowa scena we Francji

Z dniem dzisiejszym rozpoczynamy nowy cykl artykułów związanych z soundsystemami pochodzącymi z Francji. Na sam dobry początek bierzemy po lupę Blackboard Jungle. Życzymy miłej lektury!

Blackbord Jungle

mIch muzyczna przygoda rozpoczęła się w Rouen w 1994 roku od audycji radiowych, jednak dopiero w 1996 roku odkryli sedno sprawy będąc na Notting Hill Carnival w Londynie, gdzie grał Aba Shanti i Channel One. Jak sami twierdzą wtedy zaczęli rozumieć na czym polega soundsystem i samo reggae. Po powrocie z Anglii mieli jeden cel – zbudować takie kolumny, które by przenosiły mocny bas. Długo szukali schematu budowy soundsystemu, gdyż niełatwo było znaleźć takie informacje, obecnie powszechnie udostępniane w Internecie. W tym momencie pomógł im angielski soundmen David z Sashamani Sound, który w Brighton pokazał im plan budowy soundsystemu. W 1999 roku zbudowali pierwszy zestaw z głośnikami z wysokimi i niskimi tonami oraz ze wzmacniaczami i pre ampem Jah Tubbys.

W 2000 roku rozpoczęli grać na swoim sprzęcie, i wtedy to sprowadzili do Francji Afrikan Simbe, a w 2003 roku King Shiloh . W 2004 roku zagrali na Dub Club z Jah Shaką w Paryżu, wtedy to też postanowili zbudować nowy zestaw nagłośnieniowy na potrzeby Cabaret Sauvage. Podobnie było, gdy zostali zaproszeni na University of Dub w Londynie. W tym momencie budują paczki, które ważą 100 kg i często mają kłopot zmieścić się w samochodzie, by je przewieść. W 2004 roku grywali dwie sesje na miesiąc, później pojawiły się problemy z nadmierna głośnością, która przeszkadzała mieszkańcom pobliskiego klubu, w którym odbywały się sesje. Pojawił się także problem subwooferów, które powodowały drgania płyt, i przegrzewały się, co uniemożliwiało zakończenie imprezy. W tym momencie, jeśli chodzi o sprzęt, to osiągnęli swój cel, a ekipy z UK chwalą ich za to. Uważają, że soundsystem dziś to nie tylko dźwięk ale także selektorzy i dj’e. Dźwięk to podstawa soundsystemu i cieszy ich fakt, że wielu ludzi we Francji to zrozumiało. Obecnie Blacbord Jungle to Olivier (MC, wokal), Nico (selektor, operator), Sandy (piosenkarz, kompozytor) i William (oficjalny boxman).

W 2007 roku ruszyli także z własnym labelem, o tej samej nazwie co sound. Na początku wydali 45 sztuk jednej 12’, na której śpiewali Sand–I , Vivien Jones oraz Afrikan Simba. Na drugiej 12’ pojawił się Anthony John oraz Sand-I, a w przygotowaniu jest 12’ z Tony Tuffem i Anthonym Johnem.

Posted by Bedi in Artykuły
„Król był tylko jeden” – King Tubby (cz.1)

„Król był tylko jeden” – King Tubby (cz.1)

king-tubby-dubKing Tubby przez wielu uważany jest za króla muzyki Dub a jego wpływ na powstanie i rozwój tego gatunku jest chyba najbardziej znaczący. Zostawił po sobie masę produkcji, wprowadzał techniczne rozwiązania, które wpływały na nową jakość nagrań, wykształcił kolejnych wielkich realizatorów takich jak chociażby Scientist. W tym cyklu artykułów chciałbym przybliżyć tą postać nieco szerzej. Na początek cofnijmy się do dzielnicy Waterhouse w Kingston na Jamajce, lata 60-te XX wieku…

King Tubby’s Home Town Hi-Fi

„To było piękne, oglądać jego sound system…[…] to były dwa wzmacniacze szerokie na około 3 stopy. Wysokie na około 18 cali, głębokie też na 18 cali. Wyobraź sobie te 2 wzmacniacze ok? Continue reading →

Posted by yarecki in Artykuły
Minimalne duby z Qunabu

Minimalne duby z Qunabu

qnb002_coverDziś odkrywamy kartę , która przez dłuższy czas była przez nas zaniedbana. Kartą tą jest minimalny dub. By zatrzeć tą plamę przedstawiamy polski netlabel, który specjalizuje się w „minimalnych dźwiękach”. http://netlabel.qunabu.com , bo o tym netlabelu mowa stworzony został w 2006 roku przez Boskeya w Gdańsku, a dziś ma już na swoim koncie 12 wydawnictw. W bujnej dyskografii znajdują się dwie składanki pod tytułem „Sgt pepper’s lonely hearts dub band” part 1 i 2 m.in. z takimi twórcami jak : X-Ceed, Echo Tm, Boskey, Itoa,  Ars Deco, Dubsuite, Bio Dub, Dubatech, Peak. Na uwagę zasługuje każda produkcja promowana przez ten netlabel. Jeśli szukacie dubu z wpływami elektroniki, techna, hip hopu, jazzu to Qunabu usatysfakcjonuje Was w stu procentach. Dla niecierpliwych i spragnionych nowości z podwórka minimalnego dubu polecamy set Haiti Vatti promujący netlabel Qunabu – http://www.archive.org/details/QunabuPodcast1.HattiVattiqunabuMi xForElectronique.it

Posted by Bedi in Artykuły
DUP! – Wywiad z EMZK

DUP! – Wywiad z EMZK

emzkZnane są w polskim reggae przypadki nietrafionych nazw zespołów. Czy nie obawiasz się, że nazwa DUP! może określić projekt jako niezbyt poważny?

To nie jest tak do końca. Owszem, chcieliśmy sobie zrobić żart z kolegami, ponieważ mamy takie zespołowe poczucie humoru. Stwierdziliśmy, że będziemy robić dużo hałasu, taki dub mało liryczny, nastawiony na to, że wszystko trzeszczy i smaży się, jak w starych jamajskich nagraniach. Wszyscy wiedzą, że chodzi o tzw. „uderzenie”, a nie o zadek. Na tej płycie jest dużo żartu. Tytuły piosenek są dosyć kontrowersyjne, bo stwierdziliśmy, że projekt nie może być na poważnie. To jest muzyka niszowa i nie ma potrzeby robić z tego wielkiej sprawy. Trochę się obawiam, że ludzie będą mieli problem z odmienianiem nazwy. Na przykład profil myspace zespołu będą nazywali jako dupny, albo coś w tym stylu (śmiech).

Z kim nagrywałeś płytę?

Zacznę od perkusisty Marka „Siekierki” Sieroszewskiego znanego z Tumbao, Tumbao Riddim Band i Jamala. Na basie grał Tomek Krawczyk z Papriki Korps. Na gitarze grałem ja i Tomek Księżopolski z Jamala. No i jeszcze moja, że tak powiem, druga połowa domu dogrywała wokale do dwóch numerów, żeby jednak coś tam śpiewało. Znam się z chłopakami od dłuższego czasu i zawsze chodziło nam po głowie nagranie takiej płyty.

Jak będzie się prezentował skład podczas koncertów?

Będzie taki sam jak studyjny. Póki co mamy problem jak to zorganizować od strony technicznej, bo nie ukrywam, że na płycie dużo dźwięków wypracowała maszyneria a nie muzycy. Chodzi mi o te wszystkie deleye, reverby i inne dziwne pomysły na robienie dźwięku. Chcielibyśmy, aby podczas koncertu ktoś stał za konsoletą na scenie, a zespół byłby takim multitrackiem. Coś w stylu tego, co robi Perch w Zion Train. Najpierw jednak musimy poskładać to jakoś w kupę, zrobić próby. Nie mamy spinki, aby zdążyć na wakacje. Letnie imprezy i tak już są praktycznie pozapinane jeżeli chodzi o obsadę. Myślimy raczej o tym, by jesienią pojawiła się druga płyta i wtedy pogralibyśmy sobie w klubach.

Wasze produkcje pokazują, że usilnie i wygląda na to, że bardzo skutecznie, staraliście się uzyskać brzmienie podobne do starych, jamajskich klasyków z lat 70. Jak osiągnęliście taki efekt w epoce wszechobecnej techniki cyfrowej?

Robiliśmy to po staremu. Bębny były nagrywane bez dolnych naciągów w tomach, werbel okręciliśmy szmatą. Wiesz, te wszystkie zagrywki, które można zobaczyć na starych filmach i fotografiach. Dzięki uprzejmości naszych znajomych mogliśmy kupić za rozsądne pieniądze stare, „vintage” sprzęty, jakieś preampy, mikrofony. Pomieszczenie, w którym pracowaliśmy nadaje się w zasadzie wyłącznie do nagrywania reggae, bo jest bardzo wytłumione. Perkusja brzmi w nim bardzo „na twarzy”. Staraliśmy się, aby efekt końcowy był podobny do muzyki, którą bardzo lubimy, czyli jamajskiego dubu z lat 70. Można nam zarzucić, że jest to próba kopiowania. Basista Asian Dub Foundation w filmie Dub Echoes stwierdził, że można grać jak King Tubby, ale przecież nie o to chodzi. Nam jednak troszeczkę o to właśnie chodziło. Teraz wszyscy nagrywają płyty reggae z nastawieniem na brzmienie radiowe, a myśmy skreślili radio na samym początku. Na płycie Dup! nie będzie numerów stricte rozrywkowych.

Jak wyglądał proces powstawania materiału?

Miałem pomysły na jakieś akordy, melodyjki które mi chodziły po głowie. Widziałem, że chcę mieć kilka konkretnych rytmów perkusyjnych, które bardzo lubię np. klasyczny „meltdown” z marleyowskim podziałem hi hatowym. To jeden z moich ulubionych rytmów perkusyjnych w reggae. Takie szkielety utworów zapisywałem w Cubase. Następnie zaczęliśmy pracę zespołową. W pierwszych nagraniach nie brał udziału basista Tomek. Siekierka dostał metronom i do perkusji dograliśmy wraz z Księżycem swoje pomysły. Strasznie się ubawiłem przy nagrywaniu instrumentów perkusyjnych. Zapomniałem, że nasz kolega Adaś (Mościcki – przyp. Red.), który gra w Maleo Reggae Rockers jest wolny i mógłby to zrobić. Jednak podszedłem do tego dość ambicjonalnie i kupiłem w sklepie siatkę przeszkadzajek. Zagrałem na nich, co sprawiło mi wielką frajdę.

Skąd pomysł aby dzisiaj, gdy bardziej jest popularny chociażby dancehall, wydawać płytę dubową i to jeszcze w takim klasycznych wydaniu?

Dlatego, że obecnie jest strasznie dużo dancehallu , nowoczesnych brzmień. Poza tym jedni próbują zrobić coś równie dobrego jak inni, a w efekcie i tak wszystkie numery są do siebie podobne. My nie mieliśmy tego stresu, bo to w założeniu miało być „jakieś tam”. Reggae to taka muzyka, do której jakby podejść harmonicznie, to okazuje się, że wszystko już w niej było. Wszystkie melodie zostały już zagrane, zaśpiewane, wszystkie możliwe ułożenia akordów już były. Dlatego nie stresujemy się, że to będzie podobne do jakiegoś „Kingston Dub” Tubby’ego.

Czy projekt Dup! to dla Ciebie odskocznia od tego co robisz w Jamalu?

W Jamalu gramy mocno elektronicznie. W secie koncertowym mamy praktycznie tylko dwa prawdziwe numery reggae. Reszta to szalona elektroniczna wizja Gieni, który nas zagania do trudniejszej, wymagającej pracy z loopami, pętlami, ciągłym graniem z metronomem. Przy projekcie Dup! mogliśmy podejść do nagrania bardziej na luzie i robić to, co się komu żywnie podoba. Było bardziej spontaniczne i bez napinki, że to ma być odkrywcze. Taka płyta, że włączasz play, nawet nie wiesz kiedy się kończy, a potem ją włączasz drugi raz.

Album ma wydać wytwórnia kompletnie „poza reggaeowa”. Jak doszło do tej współpracy i czy myślisz, że fakt ten zadziała na korzyść krążka?

Płytę wydaje Jamajka Music, czyli firma Majki Jeżowskiej. To niezależna wytwórnia. Majka sama sobie wydaje płyty, tylko dystrybucją zajmuje się ktoś inny. Znamy się prywatnie, bo moja dziewczyna tańczy u niej w zespole koncertowym. Parę razy się spotkaliśmy i została zarażona pomysłem: „Może byś wydała taką płytkę niezależną, co ci szkodzi? Może być fajnie, na pewno to się jakoś zwróci”. Tak drążyliśmy temat, aż w końcu Majka się zgodziła. Stwierdziła, że to fajny pomysł. W tym miejscu wychodzi też trochę nasze poczucie humoru, bo skoro jest firma Jamajka Music, to nie ma opcji, aby ktoś inny nas wydał (śmiech). Może być śmiesznie jeśli płyta wyjdzie za granicą i jakiś rastaman sprawdzi sobie stronę wydawcy, a tam jego oczom ukaże się piesek, albo inny kotek (śmiech).

Na ile trudno wydaje się w Polsce muzykę dubową i czy jest to interes typowo hobbystyczny?

U nas w Polsce to jest bardzo niszowa muzyka, wydaje się ją dla frajdy. Tutaj nie ma takiej kultury muzycznej, aby ten dub gdzieś przemycać. Wystarczy popatrzeć czego się słucha choćby w Niemczech, gdzie taki zespół jak Seeed jest gwiazdą niczym u nas Maryla Rodowicz. Może trochę przesadzam, ale skala zjawiska jest podobna. Albo Nowa Zelandia, gdzie w popowych produkcjach często używa się deley’ów, pulsu, nagrania mają dużo przestrzeni. Jak wydajesz 300 egzemplarzy płyty, bo tak chyba było w przypadku 12” winyla “Tell Me/Otwórz Oczy” (Echo TM meets EMZK – przyp. red), to masz praktycznie wszystkich nabywców policzonych. Wiesz kto je kupi i to z imienia i nazwiska (śmiech). Ta scena będzie rosła, ale wciąż wydawane są niskie nakłady, ponieważ jest mało odbiorców. Z czasem może gdzieś się ta muzyka przeniesie do radia, ale to jest kwestia wymiany pokoleń. Coraz więcej ludzi słucha takiej muzyki, lecz niestety nie jest ona promowana.

Kto należy do panteonu twoich ulubionych producentów dubowych?

Najbardziej cenię King Tubby’ego. Choć to wiekowa muzyka, wciąż jestem pod wrażeniem tego, że człowiek przy użyciu dwóch, bądź maksymalnie czterech ścieżek, był w stanie zrobić coś takiego. Szacunek dla niego również w kontekście konstrukcyjnym, bo jak czegoś nie potrafił to brał lutownicę i przerabiał urządzenie, które nie dawało rady. Cały też czas jestem pod wrażeniem sceny wiedeńskiej np. Tosca, Kruder & Dorfmeister, czy pana, który nazywa się Stereotyp. Praktycznie w każdym numerze jest jakiś element dubowy, czy to będą rozbudowane deleye, czy pulsacja, czy wyeksponowany bass. Również zespół Seeed, choć niezbyt dubowy, produkcyjnie, brzmieniowo i aranżacyjnie to absolutne mistrzostwo świata. Jamajczycy są za nimi jeszcze daleko, daleko w tyle.

Wywiad przygotowany we współpracy redakcji dubmassive.org i redakcji muzycznej Radia UWM FM. Rozmawiał Michał Napiórkowski, UWM FM

Posted by King_DuBear in Wywiady
„Inna dis ya time”- refleksje King Shiloh Soundsystem

„Inna dis ya time”- refleksje King Shiloh Soundsystem

foto1Dziwny jest fakt, że muzyka UK Roots dynamicznie rozwija się w kontynentalnej Europie pomimo tego, że oryginalne Soundsystemy odpowiedzialne za promocję tej muzyki mają coraz mniej bookingów. Czy możliwe jest, że nasz Soundsystem – King Shiloh, który jest ciągle w drodze od 20 lat odchodzi w zapomnienie? Czy może cierpliwie budowany fundament europejskiej sceny Soundsystemowej został zniszczony przez „soundsystemy” bez Soundsystemu i DJ z laptopami?
Dni kiedy pakowaliśmy vana pełnego głośników, wzmacniaczy, dubplate’ów itd. i jechaliśmy do Włoch, Francji, Niemiec, Austrii czy gdziekolwiek indziej jest coraz mniej. Wiele przeciwieństw losu i wiele przeróżnych wyrzeczeń musieliśmy przejść, ale powoli i skutecznie nowa koncepcja Soundsystemu w Europie zostawała ukazywana. Często słyszeliśmy „wow, to była moja pierwsza sesja soundsystemowa i bardzo mi sie podobała, kiedy gracie następną?” Kiedy Rootsowa sesja jest zagrana w pełni to naprawdę mamy do czynienia z dużym wydarzeniem.
Niektóre brytyjskie Soundy przyjeżdżały do Europy w latach osiemdziesiątych, lecz bez swoich zestawów nagłośnieniowych. Skutkowało to występami na lokalnym nagłośnieniu, kiedy to właśnie ta muzyka musi być grana na Soundsystemie, a nie na klubowych głośnikach! Nie wszyscy gotowi byli do logistycznej ciężkiej pracy albo nie byli wystarczająco silni by podtrzymywać tradycję Soundsystemowego grania i nie przywozili swojego zestawu na kontynent. Były wyjątki takie jak Jah Tubbys czy Jah Shaka, którzy obaj grali na swoich monstrualnych Soundsystemach w kontynentalnej Europie.
W 1990 zaczęliśmy sesje w „Paradiso”. Nie chcieliśmy, żeby Soundy grały na klubowym nagłośnieniu więc zaczęliśmy zapraszać czołowe brytyjskie Soundsystemy z własnymi paczkami na jedną jedyną wyjątkową, swoją sesję. Na początku mieliśmy Zulu Warrior’a z całym oryginalnym Soundsystemem, wzmacniacze valve, gramofon Garrard, ręcznie zakręcane kable itd. Naprawdę wielki zaszczyt widzieć Shake na swoim sprzęcie. „Paradiso” w pierwszej chwili się nie zgodziło, ale dyskusje w ostatnim momencie na temat bezpieczeństwa i innych aspektów grającego dużego Soundsystemu dały efekt i udało się ich jakoś przekonać. Ale to już inna historia. Później mieliśmy Aba Shanti I, Iration Steppas z Leeds, Jah Tubbys i znowu Shakę i tak to się zaczęło rozwijać. Dopóki nie zdarzyło się to co przewidywaliśmy, wielokrotne narzekania i skargi od sąsiadów osiągnęły swój cel i zostaliśmy przedstawieni decybelomierzowi, który zakończył sesje w starym kościele dość szybko.. Jednakże w ciągu 3 lat osiągnęliśmy coś czego nikt inny nigdy nie zrobił na kontynencie europejskim – serie sesji Soundsystemowych w sercu Amsterdamu!
To było wtedy. Dziś niemal każdy kraj w Europie ma swój Soundsystem, niektóre ciągle się rozwijają, ale są. Bardzo dobrze, że się coś dzieje. Prowadzenie Soundsystemu jest jak posiadanie dużej rodziny, każdy jeden jest odpowiedzialny za coś innego. Budowniczy głośników, selektor, technik, producent, załoga. Każdy ma swoją funkcję. Wszystko do siebie pasuje, tak jak puzzle i to jest magiczne.
Zostawmy to tak jak jest bracia i siostry, jak szlachetny kamień w koronie. Nie niszczmy tradycji Soundsystemowej robiąc występy na scenie pod nazwą Soundsystem. Producenci, to do was właśnie mówię! Róbcie swoje w studio i wierzcie mi, my zajmiemy się resztą. Okazyjne pojawianie się na prawdziwych Soundsystemach to oczywiście błogosławieństwo, ale nie sceniczne występy pod nazwą Soundsystem. Zostawcie to dla żywych kapel! Oni też potrzebują pracy.
Promotorzy, zrozumcie pełnię naszej tradycji i wagę promocji jej w odpowiedni sposób. Przestańcie przerabiać selektorów w DJ i robić tanie występy. Zainwestujcie w coś specjalnego i nie zapominajcie – sesja Soundsystemową obraca się dookoła Soundsystemu a nie klubowego nagłośnienia. Soundsystemy, wyjdźcie z ukrycia i grajcie ze swoimi zestawami dumnie i głośno tak jak to kochamy! Ta wielka tradycja musi iść naprzód przez pokolenia, tak jak kiedyś powiedział Shaka „wyścig nie jest dla szybkich ale dla tych, którzy są wytrzymali”.
Jah Love and Respect, Bredda Neil
King Shiloh

„Published with permission of Irie Up magazine”

tłumaczenie: Jaszol

Posted by King_DuBear in Artykuły

UK raport #4

Witam,
Z góry przepraszam za niesamowicie wielką przerwę w raportowaniu nowości wydawniczych na rynku roots/dub ze świata. Mam jednak nadzieję,że przez te kilka miesięcy przerwy w pisaniu udało Wam się kupić kilka(dziesiąt!!) płyt??

Przechodząc do meritum sprawy oto co w ostatnich tygodniach przykuć powinno waszą uwagę i spowodować otwarcie, nadwyrężonych przeróżnymi festiwalami portfeli. Zaczniemy od recut’u starego dobrego Maxa Romeo – „Norman” ze stajni Lee Perry’ego. Za rydym wzieli sie niesmiertelni Mafia i Fluxy czyli możecie się spodziewać brytyjskiego rootsu z mocną stopą i basem. To już drugie wydawnictwo z labelu Heavyweight Station z Francji, które trzeba mieć.[odsłuch]

W dzisiejszych czasach ciężko o damski dobry wokal. Mamy Christinne Miller i Sister Aishe, potem długo długo nic, aż tu nagle pojawiła nam się pani mieszkająca we Francji i mająca korzenie w Ghanie. Continue reading →

Posted by Jaszol in Artykuły, News
Dub na wakacje

Dub na wakacje

Okres letnio-wakacyjny czas zacząć, z racji tego przedstawiamy wam mały przewodnik festiwalowy dla dubhedów. I tak w drugi wakacyjny weekend tj. 2-4 lipca  warto wybrać się do Trzebini gdzie odbędzie się Dub Gathering. Wystąpią na nim m. in Rise Up!, Dub Chanters, Zebra, Jabbadub, Zasad, Unity Selektazz, Steppa Warriors, Back Alley. Kolejne festiwale i kolejny weekend tj. 9-11 lipca to aż dwa wydarzenia: SLOT ART Festiwal w Lubiążu oraz Reggaeland w Płocku. Na Slocie wystąpią m.in. Quledub, No Hands, Roots Defender, Roots Revival oraz Bedi. Do Płocka natomiast zawita Fire In The Hole oraz Johnny Clarke meets Soothsayers. Kolejny weekend to odpoczynek od festiwali, proponujemy jednak wybrać się 17 lipca na sesję Roots Revival do Warszawy gdzie zagrają oni na własnym nagłośnieniu ostatni raz przed długą przerwą. Prawie miesięczna pauza, a po niej Ostróda Reggae Festiwal. 13 sierpnia: Zion Train, Ragana, Roots Defender, Kosmos Mega Sound system , 14 sierpnia Dub Incorporation. Najbardziej dubowym dniem będzie jednak 15 sierpnia, w którym na festiwalu wystąpią  Kadubra, Wszystkie Wschody Słońca,Jabbadub,Dubbist, The Lordz, Joint Venture Sound System, Don Letts (Wlk. Brytania), Roots Revival Sound System, Digital Dubs feat. Earl 16 (Brazylia / Jamajka), Bristol Sound (Wlk. Brytania), Mungos Hi Fi feat. Soom-T & Kenny Knots (Wlk. Brytania). Na koniec tydzień po Ostróda Reggae Festiwal, w Kluczborku odbędzie się koncert Overproof Soundsystem (Wlk. Brytania) w ramach festiwalu Stolica Reggae.

Posted by Bedi in Artykuły
Netlabelowy raport 5 i 6 na kwiecień-maj

Netlabelowy raport 5 i 6 na kwiecień-maj

Na początku przepraszam za brak raportu netlabelowego za kwiecień ale w tym majowym postaram się nadrobić owy brak.

Na początek jeszcze raz wspomnę o Italian dub community Showcase vol. 2, o której już alarmowaliśmy, bo to wspaniała inicjatywa włoskich dubhedów, która potwierdza iż dub we Włoszech to mocna scena. Tylu artystów chyba nie miała żadna składanka, a do tego tyle minut dubu. Po szczegóły odsyłam tu: http://dubmassive.org/1487/italian-dub-community-showcase-volume-2-atakuje/.

Kolejna propozycja to dub z Malty – Mind’s Eye Dub, który wydał netlabel Dubkey. Album A Different Word zawiera 15 utworów.

W kwietniu ukazał się fantastyczny album producenta Continue reading →

Posted by Bedi in Artykuły